Maciej Politowicz - fotografia to sztuka

Maciej Politowicz1221
Ślub międzynarodowy w Gdańsku. Historia ilustrowana 30 marca 2019 Tagi: , , ,

Kontynuując szeroki horyzont tematu pt. ślub międzynarodowy, opiszę Wam historię pewnej pary.

Poznali się latem. Ona pojechała do pracy, on na wakacje. Nie znał angielskiego, a ona nie znała francuskiego. Mimo to coś między nimi zaskoczyło. Spotkanie pierwsze, drugie, kolejne. Tymczasem znajomi z boku spoglądali sceptycznie. Mówili jej: „nie ryzykuj”, „to pewnie się nie uda”. Jasna sprawa. Odległość, wielogodzinne podróże, ograniczona swoboda komunikacji. Czy kiedykolwiek porozmawiają na głębokie tematy?

Magda jest gdańszczanką. Kobietą o otwartej głowie i jasnym umyśle. Pochodzi z miasta wolnego, szczycącego się bezpretensjonalnością i tolerancją. Magda konsekwentnie postawiła na swoim.

I co było dalej?

Udało się im. Aktualnie mieszkają w Polsce.

A ślub międzynarodowy?

A ślub odbył się całkiem niedawno. Przygotowania do ślubu zorganizowane zostały osobno. Uroczystość kościelna miała miejsce w charakterystycznym okrągłym kościele na gdańskim Przymorzu, zwanym „okrąglakiem” (tu) . Młodzi nie widzieli się do samego wejścia do kościoła. Dokumenty ślubne podpisywali osobno. Giom mógł zobaczyć Magdę dopiero przy ołtarzu. Do kościoła Magda przyjechała pięknym zabytkowym samochodem marki triumph renown 1951, klasyka gatunku. Podczas uroczystości kościelnej niektóre stałe fragmenty nabożeństwa czytane były w języku francuskim. Przysięga wypowiedziana została po polsku. Po ślubie para młoda oraz zaproszeni goście wyruszyli na zabawę weselną.

Salą weselną tym razem była Kalinówka (tu). Świetne miejsce z przytulnym klimatem.

W aranżacji tej sali dominowało jasne drewno. Obok sali stał namiot, gdzie w zasadzie goście weselni spędzali większość czasu. Pamiętam soczyście zielony trawnik. Ponadto okolica malownicza z miejscem na spore ognisko.

Wracając do wesela… przed wejściem na salę podano aperitif. Tymczasem goście z niecierpliwością oczekiwali na rozpoczęcie imprezy. Zrobiliśmy kilka zdjęć grupowych. Po raz pierwszy robiłem zdjęcie grupowe przy pomocy drona. Następnie wejście na salę i przywitanie chlebem i solą. Giom wniósł Magdę na rękach. Obiad.

Po obiedzie toasty i przemówienia. Przemawiają młodzi, rodzice, świadkowie, rodzeństwo, przyjaciele. Wszystko to tłumaczone na język polski i francuski. Wesele się rozkręca. Pojawiają się francuskie akcenty. Jest na przykład francuski alkohol, rodzime ciasta i wypieki. Zabawę prowadzi dj z pomocą pani tłumacz, która m.in. tłumaczy polskie zwyczaje. Goście bardzo dobrze się integrują. Furorę robi polska wódka. Zabawa jest przednia. Gdzieś z tyłu głowy słyszę melodię „Je voudrai un petit ricard dans un verre à ballon” . Piosenka jest tłem do francuskiej zabawy w której faceci siadają na ziemi i przenoszą na rękach kolejne osoby do tyłu.

Dla mnie wesele skończyło się po oczepinach. Goście bawili się dalej. Pożegnałem się z parą młodą i wróciłem do domu. Historię opowiedzianą ilustruje poniżej przygotowana galeria zdjęć. Zapraszam do obejrzenia.