Maciej Politowicz - fotografia to sztuka

Maciej Politowicz

O mnie

Chciałbyś się dowiedzieć nieco więcej o osobie, której zamierzasz zlecić fotografowanie swojego najważniejszego dnia życia. Witaj w zakładce o mnie. Jeżeli widziałeś moje portfolio to wiesz czego możesz się po mnie spodziewać fotograficznie. Nie będę cię więc zanudzał danymi, statystykami itp. Pozwól że po prostu opowiem Ci moją historię. Jak to się stało że jestem tu gdzie jestem i robię to co robię?

Wszystko zaczęło się gdy chodziłem do drugiej klasy liceum. Podczas robienia porządków w jeden z dawno zapomnianych szaf natknąłem się na starą lustrzankę mojego taty. Poza samą lustrzanką w szafie odnalazł się cały sprzęt niezbędny do samodzielnego wywoływania zdjęć. Idea przeprowadzenia procesu wykonania zdjęcia była niezwykle kusząca. Wyobraźcie sobie, że macie wpływ na każdy etap powstawania fotografii. Od pomysłu, poprzez wykonanie ujęcia na wywołaniu odbitki kończąc. To były czasy wielkiego boomu fotografii cyfrowej. Ja natomiast wolałem siedzieć w ciemni. Tak zaczął się kształtować mój styl.

Po wyprowadzce z rodzinnego domu nie miałem warunków do zorganizowania ciemni, więc przeszedłem na cyfrę. Przez wiele lat rozwijałem swój warsztat fotografując do cyfrowej szuflady. Nie miałem odwagi do dzielenia się swoimi pracami. O moim hobby wiedziało grono najbliższych znajomych. I wtedy nastąpiło przełamanie. Byliśmy z żoną (wtedy jeszcze narzeczoną) na ślubie znajomych. Po ślubie zaprosili nas na kolację żeby pokazać zdjęcia. Okazało się, ze Pani fotograf która robiła im zdjęcia dała ciała a oni zostali bez zdjęć. Ponieważ chcieli mieć jakąkolwiek pamiątkę poprosili mnie o i wykonanie im sesji ślubnej. To było dla mnie coś nowego. Postawiony w obliczu wyzwania postanowiłem spróbować.

Zaczęło się wertowanie Internetu, szlifowanie aspektów technicznych. W końcu ruszyliśmy. Oczywiście do Orłowa bo gdzie można iść ma plener jak się jest początkującym fotografem😊 Myślę że jak na mój ówczesny poziom wiedzy i umiejętności to plener wyszedł całkiem nieźle, a dodatkowo wszyscy świetnie się przy tym bawiliśmy.

Skoro tak, pomyślałem że może będę robił to na serio. Miałem świadomość tego jak długa droga mnie jeszcze czeka, ale raz kozie śmierć. Początkowo były polecenia. Wspomniani wcześniej znajomi polecieli mnie swoim znajomym, a Ci swoim i tak zaczęła się moja „kariera” fotografa ślubnego. Rozpoczął się proces ciągłego doskonalenia. Każdy kolejny reportaż czy inne zlecenie to kolejny krok na tej drodze. A każdy krok czegoś uczy. I to jest fascynujące.